Soria Moria til Verdens Ende

Jeśli chcesz biegać,
przebiegnij kilometr...
Jeśli chcesz zmienić
swoje życie,
przebiegnij maraton.

Emil Zatopek

Nysa

Środa   17 Lipiec 2019   06:53:04

 START Aktualności 2019 Soria Moria til Verdens Ende

Soria Moria til Verdens Ende

 Autor: Grzegorz Pałetko Piątek,  21 Czerwiec 2019,  18:59 Odsłon: 136 Drukuj 
Soria Moria til Verdens Ende

Soria Moria til Verdens Ende’, czyli bieg z Oslo na koniec świata. Tegoroczna edycja była już trzecią z rzędu. Tym razem na starcie stanęły 94 osoby, z czego do mety dotarło 54.

Po zeszłorocznej porażce, plan na ten bieg był dość prosty - ukończyć go. Po kilkumiesięcznych przygotowaniach, setkach przebiegniętych kilometrów, w końcu było mi dane stanąć na starcie norweskiego 100 milowca.

Gdy nadszedł dzień biegu, zjadłem szybkie śniadanie, spakowałem ostatnie graty i wyruszyłem z Adamem na start. Po drodze, jak to zwykle bywa, okazało się, że zapomniałem pas na nr startowy, a było już zbyt późno, by po niego wrócić.

Pogoda na starcie nie rozpieszczała, choć ok. 10 stopni i mżawka, dawały nadzieję biegu raczej nieuciążliwego. W holu hotelu gdzie było zorganizowane biuro zawodów, spotkałem znajomych Łukasza, Damiana i Tomka. Szybka wymiana spostrzerzeń, doświadczeń z poprzedniego roku i ruszyliśmy na start.

Odprawa, odliczanie i start.

Pierwsze 2km to zbieg z Hollmenkollen, gdzie szybko wysunąłem się na pierwszą pozycję. Następne kilometry to na przemian szutry i asfalt, co pozwalało trzymać miarowe tempo w okolicach 5:00min/km. Kilka razy udało mi się zgubić drogę, którą na szczęście szybko znajdowałem. Tu warto podkreślić, że trasa nie była oznakowana-na ratunek przychodził track wrzucony na gpsa.

Na pierwszym punkcie kontrolnym zlokalizowanym na 30km przywitała mnie cała ekipa organizatorów. Byłem pierwszym zawodnikiem. Dopiłem resztkę izotonika, uzupełniłem płyny i pobiegłem do następnego punktu zlokalizowanego na 50km. Ale żeby się tam dostać musiałem pokonać jeszcze jeden szczyt i las. O ile samo wbiegnięcie nie było problemem, o tyle zbieg był wymagający i stromy. Po uniknięciu kilku upadków, znalazłem się na dole, gdzie czekał na mnie gładki, płaski asfalt, ciągnący się przez kolejne 10 km. W międzyczasie wyszło słońce, które podgrzało trochę atmosferę. Powoli zaczynałem czuć nogi, ale przecież byłem pierwszy, więc nie mogłem odpuścić.

Na 50km minąłem punkt kontrolny podjadłem, popiłem coli i pobiegłem dalej. I tutaj zaczynał się najtrudniejszy technicznie etap całego biegu. Pierwsze kilometry to wyjście z miasta pod lekką górką. Zaraz po wejściu do lasu witała nas dość stroma kilometrowa górka. A że wolę wchodzić pod stromą górkę niż z niej zbiegać, szybciutko krok po korku napierałem dalej. Tutaj moja przewaga nad następnymi zawodnikami wynosiła ok 15 min. Więc niesiony euforią trzymałem tempo. Odcinek między 60 a 75 kilometrem stanowiły podejścia w śniegu i po szutrach- raczej nie było tutaj specjalnych trudności, a i na podejściach nogi trochę odpoczęły. Tutaj też znajdowało się przejście przez rzekę, która może i głęboka nie była, ale z racji dużych ostatnich dniach opadów, była dość rwista. Zanurzenie nóg w tej lodowatej wodzie było najprzyjemniejszą rzeczą jaką organizatorzy mogli mi zapewnić!

Po tej chwili przyjemności, żwawym tempem ruszyłem dalej gdzie na 80 km znajdował się 3 punkt kontrolny.

Zjadłem, zmieniłem skarpetki, zabrałem z przepaku cieplejsze rzeczy i przy okazji popełniłem pierwszy błąd, który zaważył o ostatecznym wyniku. Nie dodałem do wody izotoniku, myśląc że sama woda wystarczy.

Więc wyruszyłem dalej. Wszystko szło dobrze do ok. 90km, gdzie już niestety musiałem od czasu do czasu przechodzić w marsz. Do tego wszystkiego doszły skurcze żołądka, które skutecznie zniechęciły mnie do spożywania żeli. Na tym odcinku, powoli moja przewaga nad rywalami topniała- przy 110km czułem ich oddech na plecach.

Na 110 kilometrze zdecydowałem się półgodzinny odpoczynek, co spowodowało, że niestety straciłem pozycję lidera. Przebrałem się w cieplejsze ciuchy, bo robiło się już naprawdę chłodno, a nie chciałem doprowadzić do takiej sytuacji jak w poprzednim roku. Porozmawiałem chwilę z ludźmi z obsługi i ruszyłem w ciemną i zimną noc. Od tego momentu większość trasu już szedłem, do następnego punktu w Tonsberg miałem 15km, trasa dość prosta, ale zmęczenie dawało się we znaki. Po jakichś 4 km marszu przeszedłem do biegu, niestety udało mi się przebiec około 4km i na tym się skończyło rumakowanie. Powoli zmierzałem na 130km co chwilę gubiąc trasę. W końcu udało się doczłapać, na punkcie zjadłem kilka chipsów, popiłem colą i ruszyłem w dalszą drogę, mając nadzieję, że już nikt mnie nie wyprzedzi, o ja głupi. W samym już Tonsbergu spacerkiem mijałem główny deptak miasta i promenadę. Tutaj zaczęły się największe problemy. Około godziny 3 rano dopadł mnie potężny kryzys. Na szczęście telefon do Agnieszki uratował sytuację, mimo, że miałem ochotę się poddać. Podczas rozmowy zagapiłem się i i poszedłem o jedno skrzyżowanie za daleko, gubiąc tym samym trasę. GPS zwariował, dlatego musiałem iść na "czuja" czego konsekwencją było wejście komuś do ogródka. Na szczęście, po jakiś 30 min wróciłem na trasę. Do mety pozostało jedyne 15 km. W mojej głowie panował festiwal rozpaczy i niemocy. Ale parłem dalej krok po kroku.

Około 2km przed metą trasa zbaczała do Parku krajobrazowego, a w nim... Kamienie, mnóstwo kamieni, po których trzeba oczywiście skakać. Miałem ochotę się tam położyć i rozpłakać. Po tym krótkim, okrutnym odcinku, już prosta droga do mety.

Około 500m przed końcem, czekała na mnie Agnieszka z Adamem, a gdy ich zobaczyłem moje morale wzrosły, niestety nogami nadal mogłem tylko powłóczyć.

Meta zlokalizowana była przy latarni morskiej na Verdens Ende, a przy niej ekipa wiwatująca na mój widok. Wydaje mi się, że byli przekonani, że po tym jak straciłem prowadzenie, przy moim nazwisku znowu stanie DNF. Przywitali mnie jak zwycięzcę!

Organizacja biegu bardzo dobra, rozwijają się i wyciągają wnioski. Trasa ciekawa i urozmaicona, zwłaszcza ostatnie 50 km.

Bieg na 100 mil ukończyłem na 26 pozycji po 26h:4min.

1
2
3
4
 Odsłon galerii: 276 Obrazów: 4

Mapa serwisuNewsletterKontaktFormularz kontaktowyPolityka prywatności

Soria Moria til Verdens Ende

Copyright © 01-01-2009 Nysa Biega