Bieg dla Maćka oczami kibica

Jeśli chcesz biegać,
przebiegnij kilometr...
Jeśli chcesz zmienić
swoje życie,
przebiegnij maraton.

Emil Zatopek

Nysa

Czwartek   19 Lipiec 2018   21:21:26

 START Aktualności 2013 Bieg dla Maćka oczami kibica

Bieg dla Maćka oczami kibica

 Autor: Aleksandra Bobek Środa,  05 Czerwiec 2013,  18:38 Odsłon: 3440 Drukuj 
Bieg dla Maćka oczami kibica

Czerwiec od zawsze kojarzył mi się ze słońcem, temperaturą akceptowalną do tego stopnia, że jestem skłonna zostawić kurtkę w domu oraz, nie wiedzieć czemu, z kolorem czerwonym. Jednak tegoroczny czerwiec, trwający już przecież 4 dni, tylko przez chwilę był taki jak ten z moich wyobrażeń. Co mogło mieć wpływ na tą "anomalię" pogodową czyli słońce i cieplejsze podmuchy wiatru? Być może ogromne zaangażowanie uczestników pewnego biegu...

Na początek poznajcie Maćka. Maciek od urodzenia jest ciężko chory i to właśnie na nim skupia się uwaga biegaczy. 2 czerwca 2013 roku wszyscy pobiegli właśnie dla niego, a zainteresowanych odsyłam do strony (www.maciekbiega.pl) gdzie można zapoznać się ze szczegółami. Tego dnia ja również wybrałam się do CH Borek, żeby poobserwować zmagania sportowców i amatorów, a moją uwagę przykuł główny bieg na dystansie 10 km.

A teraz chwila szczerości- w przeciwieństwie do 99% znajomych Pawła (przez którego piszę właśnie to sprawozdanie) nigdy nie biegałam, ani amatorsko, ani tym bardziej zawodowo. Cały świat biegaczy jest dla mnie czymś nowym, nie orientuję się w czasach, trasach ani zawodnikach. Właśnie dlatego "Bieg dla Maćka" był pierwszym większym biegiem, który miałam okazję obejrzeć od początku do końca i dlatego wiele rzeczy było dla mnie zaskoczeniem.

Po tej małej dygresji wróćmy do biegu głównego. Mieliśmy już piękne słońce, ciepło i w końcu można było zobaczyć jak błękitne jest niebo. Zawodnicy powoli szykowali się do startu, jedni przyczepiali numery startowe, inni już rozgrzewali mięśnie przed wysiłkiem, jeszcze inni po prostu cieszyli się ze słonecznej pogody. Starzy, młodzi, mężczyźni i kobiety- prawie 500 osób miało pobiec razem w kategorii OPEN. Obserwując tych ludzi można było zauważyć, że większość wcale nie biegnie ani dla wyników, ani dla nagród. Oni biegną bo to kochają, bo chcą pomóc i nie zależy im na niczym oprócz samej radości biegu, oprócz tego, że po raz kolejny mogą udowodnić sobie na co ich stać. Dla mnie- osoby, której możliwości biegowe możecie sobie wyobrazić dzięki akapitowi wyżej- było to bardzo miłym zaskoczeniem, że tylu ludzi chce i potrafi dać coś od siebie, po to aby pomóc, mimo, że wymaga to od nich ogromnego wysiłku. 500 ludzi to jednak dużo dlatego w dalszej relacji skupimy się na konkretnych czterech osobach, a konkretnie na części ekipy "Jacek Wosiek- Team", która w tej właśnie liczbie przybyła na wrocławski "Bieg dla Maćka". Jacek Wosiek, Jerzy Szczęśnik, Katarzyna Kurowska i Paweł Matner w charakterystycznych koszulkach korzystali z możliwości rozgrzewki a ja starałam się przebić przez tłum ludzi, aby znaleźć miejsce, w którym uda zrobić się kilka zdjęć. Wbrew pozorom nie było to wcale łatwe zadanie, biorąc pod uwagę osoby, które również wpadły na taki pomysł i notorycznie ustawiały mi się w kadrze. Ale w końcu udało się, mam dobre miejsce a z linii startu słychać już odliczanie- 5, 4, 3, 2, 1 i ruszyli! Kilka sekund później minął mnie cały, biegnący w czołówce "Wosiek-Team", a kolejne minuty spędziłam w nadziei, że masa biegnących ludzi się kiedyś skończy i będzie mi dane zająć miejsce gdzieś przy mecie. Czas płynął a ja obserwowałam zawodników, którzy prezentowali się bardzo barwnie. Biegli rodzice z dziećmi w sportowych wózkach a nawet jedna kobieta z psem na pasie do canicrossu (preferowana przeze mnie forma biegania, jeśli kiedyś w końcu zacznę:)). Wydawało się, że uczestników wcale nie ubywa a ja zaczynałam wątpić, czy dobrze usłyszałam liczbę startujących. Cóż, jednak z moim słuchem nie jest jeszcze aż tak źle, bo oto ostatnie osoby właśnie mijają moje stanowisko i w końcu mogę przejść, uff... Z instrukcji jakie otrzymałam, wynikało, że pierwsi zawodnicy pojawią się na mecie po około pół godzinie. Zaczynamy więc oczekiwanie. Mija 5, 10, 15 minut, a czas zaczyna się trochę dłużyć. Znajduję sobie wygodne miejsce i czekam kolejne minuty a czas płynie jakoś wolniej. Nagle zza zakrętu wyłania się rowerzysta prowadzący zawodników przez trasę a za nim... niebieska koszulka. Prowadzący informuje nas, że oto na metę wbiega Arkadiusz Gardzielewski. Chwilę po nim bieg kończy Artur Kozłowski. Znowu spoglądam na zegarek i wtedy słyszę wiwaty: "biegnie trzeci, biegnie trzeci!", kto to może być? Tą żółtą koszulkę poznam wszędzie- właśnie finiszuje mój Paweł. Niedługo po nim na metę przybył Jacek Wosiek z miejscem 12. Zawodnicy przestali już wbiegać pojedynczo i docierają teraz po kilka osób ale walka trwa do końca. Niektórym udaje się jeszcze wykrzesać w sobie dość siły i na sam koniec przyspieszają, liczy się każda sekunda. Jako 28 osoba, a zaraz pierwsza kobieta, do mety dociera Katarzyna Kurowska. Teraz uczestnicy wbiegają już w małych grupkach bądź czasem pojedynczo, ale już bez większych przerw między zawodnikami. Ostatni z "naszych" finiszuje jako 50 i jest to Jerzy Szczęśnik. Mogę już opuścić stanowisko fotoreportera i pójść dowiedzieć się jak nastroje po ukończonym biegu. Nasi zawodnicy zmęczeni, ubłoceni ale uśmiechnięci, mogą teraz odpocząć, czekając na dekorację zwycięzców, a ja słuchając ich relacji i obserwując ogromne plamy błota, odnoszę wrażenie, że biegli co najmniej przez jakieś bagno. Cóż, trwające kilka dni opady deszczu zrobiły swoje i pokonanie zazwyczaj przyjemnej parkowej trasy nie było już zwykłym "spacerkiem", dlatego tym większe moje słowa uznania w stronę wszystkich, którym udało się ten bieg ukończyć. Jesteście wielcy! :)

W wielkim skrócie wyniki przedstawiają się tak:

• I miejsce - Katarzyna Kurowska - 39,47

• II miejsce - Agata Litwin - 40,56

• III miejsce - Anna Więcek - 42,14

• I miejsce - Arkadiusz Gardzielewski - 29,36 ( nowy rekord trasy)

• II miejsce - Artur Kozłowski - 30,25

• III miejsce Paweł Matner - 33,29

Zainteresowanych wynikami innych uczestników zapraszam :tutaj:

Na zakończenie dodam jeszcze, że z całego biegu wyniosłam pozytywne wnioski i na pewno będę go miło wspominać. Cieszę się, że mogłam troszeczkę chociaż, przybliżyć sobie świat biegaczy, który okazuje się być całkiem sympatyczny. Kto wie? Być może któregoś dnia przestanie być mi tak odległy? Postawa uczestników tych zawodów bardzo do tego zachęca :)

Aleksandra Bobek

Mapa serwisuNewsletterKontaktFormularz kontaktowyPolityka prywatności

Bieg dla Maćka oczami kibica

Copyright © 01-01-2009 Nysa Biega