VII Maraton Komandosa

Jeśli chcesz biegać,
przebiegnij kilometr...
Jeśli chcesz zmienić
swoje życie,
przebiegnij maraton.

Emil Zatopek

Nysa

Niedziela   19 Listopad 2017   07:48:55

 START Aktualności 2010 VII Maraton Komandosa

VII Maraton Komandosa

 Autor: Paweł Droździk Wtorek,  28 Luty 2012,  16:23 Odsłon: 3371 Drukuj 
VII Maraton Komandosa

W dniu 27 listopada 1. Pułk Specjalny Komandosów oraz WKB Meta Lubliniec zorganizował VII Mistrzostwa Służb Mundurowych w "Maratonie Komandosa". W zawodach udział wzięło prawie 320 zawodników, przedstawicieli wszystkich służb mundurowych z resortów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Ministerstwa Obrony Narodowej. Tak duża liczbą startujących, to jak do tej pory rekord frekwencji tej imprezy. Maraton Komandosa co roku rozgrywany jest w ostatni weekend listopada i uważany jest za jeden z najtrudniejszych biegów w Polsce. Wśród uczestników tegorocznej edycji tego biegu kolejny raz znalazł się nysanin - Paweł Droździk (który ponownie zasilił szeregi drużyny maratonówpolskich.pl). Przedstawiając te imprezę należy zaznaczyć, iż jest ona głowie adresowana do biegaczy mundurowych służących w różnego rodzaju jednostkach paramilitarnych, jednakże mogą w nim też wystartować osoby cywilne spełniające warunki regulaminu, czyli posiadające pełne umundurowanie polowe wojskowe lub innych służb oraz buty typu wojskowego o wysokości cholewki min. 8 cali (24cm), a także posiadające plecak wojskowy o wadze min. 10 kg na całej długości trasy, który ważony jest przed startem, w połowie biegu po pierwszym okrążeniu i na mecie. Bardzo istotnym punktem regulaminu tego Maratonu jest zapis o braku punktów odżywczych na jego trasie, za wyjątkiem półmetka, gdzie można zostawić swoje odżywki i picie. Trasa biegu była wytyczona w trudnym terenie leśnym wokół Lublińca. Biegnie ona ścieżkami i duktami leśnymi, które w zależności od warunków atmosferycznych często zamieniają się w błotniste breje. VII Maraton Komandosa przebiegł pod znakiem rekordów. Zwycięzca ustanowił nowy rekord trasy (3.06h); rekordowa liczba zawodników, bo aż 14 ukończyła bieg poniżej bariery 4 godzin; wreszcie na mecie sklasyfikowano rekordową liczbę maratończyków - 288.

RELACJA VII MARATON KOMANDOSA.

W Lublińcu wylądowałem już przeddzień startu w piątek po godz. 18.00. Krótka pogawędka z komitetem powitalnym na miejscowym dworcu PKS/PKP i konwojem przemieściliśmy się na teren przyszłych manewrów czyli OW Kokotek. Na miejscu pogawędka z paniami w punkcie dowodzenia zwanego recepcją i po chwili zostaję skoszarowany na II piętrze hotelu Silesiana. Z uwagi na fakt, iż na miejsce nie stawił się współlokator, tak więc w całości miałem "campa dwójkę" do swojej dyspozycji. Po zajęciu w nim strategicznej pozycji (czytaj moje graty walały się wszędzie) i rozłożeniu sprzętów, a w szczególności wyładowania newralgicznej amunicji z Krainy Vikingów w ilości 3 litrów nastąpiła długa chwila celebrowania osprzętu bojowego czyli dopasowanie i uzbrojenie plecaka, przygotowanie skarpetek, munduru, butków, itp. itp. (zajęło to około godziny). Po tym obrządku niezwłocznie udałem się do sztabu dowodzenia (czytaj biura zawodów), gdzie otrzymałem przydział służbowy zwany numerem startowym 222. Tam też dokonałem pierwszego ważenia sprzętu. Wynik 10,6kg z pustym camelbackiem. Szybka decyzja i pół kilo zawartości niezwłocznie ląduje "za burtą". W celu uniknięcia spotkania znajomych braci, a zwłaszcza tych z rejonów wschodniej części kraju (kontakt z ich ćwiczebym materiałem bojowym może uniemożliwić udział w Komandosie) kanałami jak powstaniec warszawski przedarłem się do swojego campa. Tam tylko jeszcze szybki telefoniczny meldunek dla naczelnego wodza ze sztabu z/s na Pomorzu i grzeczne lulu w łóżeczku. Następnego dnia pobudka, pudrowanie pewnych części ciała, pyszne śniadanko i bardzo ważna czynność, której skutek potem będzie ratować życie, czyli uzupełnienie zawartości camelbacka. Za nim jednak w gotowości bojowej pojawiłem się na starcie, odbyłem spotkanie z .... , którzy przedstawili mi plan dalszych działań po zakończeniu akcji pod kryptonimem "VII Maraton Komandosa". Wg. tego planu z jednej batalii od razu przejdę do drugiej. Godzina 8.20 regulaminowe ważenie plecaków (waga mojego 12,6kg), a potem już czekanie na linii startu. Start nastąpił o godz. 9.10. Warunki atmosferyczne w miarę poprawne, temp. otoczenia -3 stopnie i lekko padający śnieg, który później przerodził się w delikatną aczkolwiek zimną mżawkę. Pierwsza część etapu towarzyska. Spokojne tempo biegu, podczas którego wysłuchiwałem opowiadań (swojego towarzysza z wielu innych tras) z tegorocznych edycji Maratonu Twardziela, Rzeźnika, Półmaratonu po piaskach). Półmetek osiągnąłem w czasie ok. 2.20h. Wg. założeń to o kilka minut za wcześnie. Obowiązkowe ważenie plecaków, uzupełnienie prowiantu i dalej w drogę... Jak zawsze w tej imprezie po 30km wychłodzone mięśnie odmawiają posłuszeństwa i trzeba wtedy czasami po "gallowey-ować". Jednakże ostatnie dwa kilometry, to pełna rura. Na grobli (znanej co niektórym z Katorżnika) wyprzedziłem kilkunastu mundurowych. Podbieg pod Silesianę i finisz na metę. Cel osiągnięty. Cały i zdrowy z uśmiechem na twarzy na mecie. Chciałoby się zameldować "Panie prezesie melduję wykonanie zadania", ale nie było komu. Po kolejnym regulaminowym ważeniu plecaka odbieram pakiet startowy i opuszczam strefę mety, za którą czatują na mnie znów przedstawiciele .... Nawet nie ma chwili odpoczynku. Pada szybka do gotowości bojowej do walki na innym froncie. Szybki powrót do campa, szybka kąpiel, szybkie przebranie się i jeszcze szybsze opuszczenie Kokotka. Nie dane mi było już uczestniczyć w ceremonii na sali. Nie odebrałem żeliwnej patery oraz dyplomu z fotką za ukończenie tych manewrów. Udałem się w kolejny bój, ale na inny front. Ciąg dalszy objęty został klauzulą "Top secret".

Mapa serwisuNewsletterKontaktFormularz kontaktowyPolityka prywatności

VII Maraton Komandosa

Copyright © 01-01-2009 Hinosz!