12 Poznań Maraton

Jeśli chcesz biegać,
przebiegnij kilometr...
Jeśli chcesz zmienić
swoje życie,
przebiegnij maraton.

Emil Zatopek

Nysa

Niedziela   19 Listopad 2017   07:52:08

 START Aktualności 2011 12 Poznań Maraton

12 Poznań Maraton

 Autor: Tomasz Kołodziej Poniedziałek,  28 Luty 2011,  16:17 Odsłon: 4460 Drukuj 
12 Poznań Maraton

REKORDOWY MARATON.

JAREK: Tak w skrócie mogę przedstawić 12 Poznań Maraton im. Macieja Frankiewicza.

Ale od początku. Przejazd do Poznania w sobotę był spokojny. Nasz szofer (Paweł Żak) spisał się na medal. Podczas jazdy nakreśliliśmy swoje plany: Paweł- szybciej niż we Wrocławiu, najlepiej grubo poniżej 5 godzin. Ja mam dwa cele-złamać 4 godziny i przebiec cały maraton bez skurczy. A Tomek - robi małe rozbieganko. Odbiór pakietów startowych w Hali Arena. Tam też krótka wizyta na Targach Expo, zakup żeli energetycznych i makaronowa kolacja. Trochę poszwędaliśmy się po stoiskach (dosyć dużo ich było), zmierzyliśmy sobie tkankę tłuszczową (wyniki utajnione) i pooglądaliśmy nowości sprzętowe (drogo!!!).

Następnie przejazd na miejsce noclegu i........ konsternacja. Mieszkanie zamknięte, właścicielka nie odpowiada na naszych kilkanaście telefonów. Zdesperowani zaczynamy szukać na Internecie możliwych noclegów w poznańskich hotelach. Gdy patrzymy na ceny 2 osobowych pokoi to....lepiej nie mówić. Po półgodzinie odzywa się właścicielka mieszkania - nie uwierzycie co za ulga! Mieszkanko bardzo ładne, właścicielka miła więc dajemy jej spokój. Wieczorna wizyta na miejsce startu i pierwszy przypływ adrenaliny. Szeroka ulica, trochę pod górkę i myśl- jak tu się zmieści pięć tysięcy biegaczy?

W niedzielę pobudka 7.15 i wszystkim znane czynności przygotowawcze. O 9.10 razem z Pawłem idziemy na miejsce startu. Trochę za późno wyszliśmy i do depozytu zaczynamy truchtać. Tutaj jedyny minus tej imprezy. Depozyt oddalony od startu ok.1 kilometr. Ale dzięki temu robimy krótką rozgrzewkę biegową i na styku ustawiamy się na linii startu. Z braku czasu ustawiliśmy się na wysokości baloników 3.00 zamiast 4.00 ;) Wokół nas pełno ludzi, atmosfera super. Nad nami krąży helikopter, a spiker mówi dla mnie prorocze słowa: "maraton biega się głową, a nogi są tylko po to by ją nosić" (albo bardzo podobnie). Ponadto przestrzega nowicjuszy przed zbyt szybkim tempem na początku biegu. Godzina 10.00 start i zaczęło się. Wystartowało ok. 4850 osób. Rekord z Warszawy pobity. Biegniemy 1km, 5 km, 10 km i ciągle tłumy. Oglądam się za siebie, a tam też tłum biegaczy. Imponujący widok. Przypomina mi się półmaraton z Berlina. Na trasie pełno fotoreporterów (naliczyłem ich kilkunastu). Do półmetka biegnie się rewelacyjnie-średnio 5.20/km. Ciągle mamy kontakt z balonikami na 3.45 i nieśmiałą myśl o dobrym wyniku. Tomek, mój osobisty pacemaker, czuwa nad tempem. Na trasie kilka zespołów muzycznych i dużo kibiców. Super atmosfera, a nogi same niosą. Dobrze, że głowa czuwa i biegniemy równym, spokojnym rytmem. I wszystko było super ......., aż zaczął się nieszczęsny 30 kilometr. Pod górkę, pod wiatr i "prąd wyłączyli". To chyba ta nieszczęsna ściana. Nogi stanęły w miejscu i tylko głowa karze mi biec dalej. Szybkie dwa żele energetyczne i po kilku kilometrach odzyskuję trochę energii. Kilometry strasznie wolno się ciągną. Mam wrażenie, że ciągle biegnę pod górkę. Gdy na 39 km poczułem już "zapach mety" - delikatny skurcz łydki. Pierwsza myśl...powtórka z zeszłego roku. Biegnę dalej, trochę na piętach, trochę na krawędziach. Wolno, ale cały czas do przodu. Co kilka minut lekkie skurcze raz prawej, raz lewej łydki. Ciągle kontrolujemy czas. Muszę dzisiaj złamać 4 godziny!! Choćby na czworakach, ale dam radę. 42 kilometr i ulga. Trochę ułańskiej fantazji i mały sprint do mety. Czas 3.58.06. Cel osiągnięty!!! Podziękowania mojemu pacemekerowi, odbiór medalu i straszne zmęczenie pomieszane z wielką satysfakcją.

Aha zapomniałbym dodać - na trasie w Poznaniu spotkaliśmy Kufla, który pałętał się między biegaczami ciągle rozmawiając z kumplami z branży.

Podsumowując 12 Poznań Maraton muszę przyznać, że organizacja była wzorowa. Trasa pofałdowana, dosyć trudna. Rekordowa frekwencja- bieg ukończyło 4619 biegaczy - podtrzymanie tytułu największego maratonu w Polsce, rekordowa liczba fotoreporterów i nasze skromne rekordy:

1. Paweł Żak 4.51,42 rekord poprawiony o ok.45 min.

2. Jarosław Klecza 3.58.16 rekord poprawiony o ok.35 min.

3. Tomasz Kołodziej 3.58.17 rekord - tak długo jeszcze nigdy nie biegał.

4. Paweł Droździk 3:42,29 - nieźle jak na Kufla bez zaprzęgu.

Paweł: Był 14.10.2011 weekend miał zacząć się spokojnie, już od kilku dni myśli krążyły tylko wokół tego biegu. Następnego dnia wstałem dosyć wcześnie, naszykowałem rzeczy (od mojego pierwszego biegowego startu z maja tego roku moja torba "na zawody" rozrosła się z małego plecaczka do torby podróżnej), odpaliłem samochód i można było jechać do Poznania, wraz z Tomkiem i Jarkiem podróż minęła nam szybko i przyjemnie, na miejscu zakwaterowanie, kolacja i pora na sen. W przeciwieństwie do poprzedniego maratonu spałem w przeddzień dłużej bo aż 5h, więcej nie dało rady. O 6 rano gotuję makaron, zaraz wciągnę porcje spaghetti popiję słodką herbatką, rozmrożę auto i można ruszać. Gdy w trójkę przybywamy na start jest ok. 9.30, zostawiamy rzeczy w depozycie, który oddalony jest o 1km. powrót na linie startu, godzina 9.55, speaker prosi ostatnich biegaczy by zeszli z trasy, ja wypatruje pacemakera z 4:30, ten dobiega na swoje miejsce dopiero o 9.59. temperatura ok. 7 st.C. Brak deszczu i ładne słońce.

START

Pomyślałem, że będę trzymał się mojego zająca tak długo jak to tylko możliwe, ewentualnie później przyspieszę. Tym razem biegłem bez muzyki i kluczy więc ramiona lżejsze o te 200 gram, na trasie sporo kibiców, wiele kapel, co chwilka coś się dzieje, nawet wiele małych dzieci głośno dopinguje biegaczy. Biegnę spokojnie, zimno czasem doskwiera jak zawieje wiatr, poza tym jest dobrze. Słyszę rozmowę ludzi, że pacemaker na 4:30 biegnie od startu jak na 4:15 i faktycznie prawie styka się ze swoim kolegą, cały czas miałem go "na oku", nawet nie wiem kiedy został w tyle. Na trasie zaplanowałem się spotkać z kolegą, który miał mi podać żele, niestety nie odnaleźliśmy się i biegłem głodny. Postanowiłem na 20km zjeść czekoladkę, popiłem isostarem i to był błąd bo przez kolejne 5km mdliło mnie niemiłosiernie. Przed 20km miałem czas poniżej 2 godzin, a ponieważ były dwie pętle i widziałem tabliczkę z "40 km" śmiałem się, że idę na rekord świata. W głowie myśli - by nie zdublował mnie żaden Kenijczyk, niestety przed samym półmetkiem dogonił mnie późniejszy rekordzista trasy, no ale co - biegłem na 20km na równi z numerem jeden. Około 24 km odnalazł się mój nierówno biegający zajączek, który jak się okazało biegł za mną ale teraz już ja biegłem jakoś wolniej i tylko pomachał mi na pożegnanie balonami. Po 30 km już traciłem siły ale postanowiłem, że choćby świat się miał zawalić będę biegł bez chwilki przerwy. Czas zleciał mi dosyć szybko i w przyjemnej atmosferze dobiegałem do mety przed, którą zdążyłem spotkać naszych nyskich biegaczy, którzy głośno mnie dopingowali za co im dziękuję. Wbiegam na metę, czas netto - 4:49:01 więc jest progress od Wrocław Maraton o 40 minut i 46 sekund, więc nie miałbym nic przeciwko gdyby każdy kolejny mój czas na zawodach zawsze skracał się o taką wartość.

Mapa serwisuNewsletterKontaktFormularz kontaktowyPolityka prywatności

12 Poznań Maraton

Copyright © 01-01-2009 Hinosz!