29. HASCO-LEK WROCŁAW MARATON - 11.09.2011r....czyli historyjka ...

Jeśli chcesz biegać,
przebiegnij kilometr...
Jeśli chcesz zmienić
swoje życie,
przebiegnij maraton.

Emil Zatopek

Nysa

Niedziela   19 Listopad 2017   02:16:46

 START Aktualności 2011 29. HASCO-LEK WROCŁAW MARATON - 11.09.2011r....czyli historyjka pt. "ja (Ryszard Tasarek) i maraton"

29. HASCO-LEK WROCŁAW MARATON - 11.09.2011r....czyli historyjka pt. "ja (Ryszard Tasarek) i maraton"

 Autor: Ryszard Tasarek Czwartek,  27 Październik 2011,  16:24 Odsłon: 3600 Drukuj 
29. HASCO-LEK WROCŁAW MARATON - 11.09.2011r....czyli historyjka ...

Na początek małe wprowadzenie. W biegach ulicznych biorę udział już trzeci sezon, debiut w maratonie to ubiegłoroczny we Wrocławiu, kolejny był w Wiedniu w kwietniu tego roku. Rok temu maraton przebiegłem nadspodziewanie dobrze (czas 3:47:12), lecz końcówka (ostatnie 2 km) to zmaganie się z dolegliwościami żołądkowymi, a po przekroczeniu mety wielominutowe bardzo bolesne skurcze mięśni nóg. Pamiętam moje postanowienie - "ja już tak nie chcę". Jednak problemy w pierwszym maratonie to nic w porównaniu z maratonem wiedeńskim, w trakcie którego od około 28 kilometra dopadły mnie skurcze i aż do mety walka była, ale nie z dystansem, czy też czasem (mój czas to 4:34:15), tylko z bólem. Kolejny raz postanowiłem - "ja już tak nie chcę, to nie może się powtórzyć". Postanowiłem również, że pobiegnę maraton po raz trzeci, ale jako sprawdzian - tak, żeby negatywne zjawiska towarzyszące mi do tej pory nie wystąpiły. Ta trzecia próba to według mojego założenia takie "odczarowanie", "odkodowanie" moich przygód z maratonem. Moje nastawienie - pobiegnę tak, jak realizuję moje najdłuższe wybiegania.

Do 29. wrocławskiego maratonu nie przygotowywałem się jakoś specjalnie, a to wynikało z wyżej opisanego założenia - nic co złe ma się nie powtórzyć, czas w maratonie nie jest dla mnie ważny. Lepiej przygotowałem się w zakresie odżywiania w okresie kilku dni poprzedzających bieg, jak również "poukładałem" sobie ten występ "w głowie" na różne warianty.

Wszystkie sprawy, w tym logistyczne poprzedzające start, przebiegły zgodnie z planem, bez żadnych niespodzianek. Jedynym minusem były prognozy pogody, a właściwie pogoda już w momencie startu. Ten aspekt jeszcze bardziej nastawił mnie na bardzo spokojny bieg. 11 września godzina 9:00, wystrzał startera i poszło...2.907 osób wyruszyło na trasę maratonu. Biegłem bardzo równo po 5:15 minuty na kilometr i tak bez większych wrażeń "przeleciała" mi połówka. Ta część trasy to jednak narastająca temperatura (na jednej z tablic około godz. 11:00 zobaczyłem temperaturę powietrza 29 stopni w cieniu, a asfaltu 46,5 stopnia, później było jeszcze gorzej). Druga połówka to wielokilometrowe odcinki bez cienia i kilka dość długich podbiegów. Takie warunki spowodowały, iż nawadniałem się jak nigdy dotychczas, a i "pobór tlenu" stawał się trochę utrudniony. Wtedy, gdzieś tak od 28 kilometra, postanowiłem dalszą część trasy pokonywać przemiennie - trochę marszem, głównie odcinki zacienione, i trochę biegiem, z kontrolą poziomu zmęczenia. W ten sposób osiągnąłem metę. Mój czas netto to 4:16:34, miejsce 897 na 2773 osoby, który ukończyły maraton, a w kategorii wiekowej M55 zająłem 30 pozycję na 114 osób.

Osiągnąłem metę, ale przede wszystkim osiągnąłem zamierzony cel, zrealizowałem wcześniejsze postanowienia: na trasie nie "przeżywałem" żadnych "stanów granicznych", żadnej (słynnej) "ściany", po przekroczeniu mety byłem stanie zmęczenia, trochę tylko większym niż po przeciętnym innym biegu ulicznym na znacznie krótszych dystansach, praktycznie zero skurczy mięśni nóg, brak jakichkolwiek dolegliwości np. żołądkowych, brak odcisków, odparzeń, otarć na stopach. Mimo ekstremalnych warunków atmosferycznych udało mi się "odczarować" maraton. Teraz mam "zakodowany" mój ostatni występ - "tak to może być". Historyjka pn. "ja i maraton" może będzie miała dalszy ciąg, nie zarzekam się, że nie będzie kolejnego odcinka tzn.... maratonu z moim udziałem.

Maraton wrocławski to jedna z największych imprez biegowych w Polsce. Impreza organizowana przez doświadczony zespół ludzi, z wielkim rozmachem. Trasa (jedna wielka pętla) prowadzi ulicami Wrocławia. "Po drodze" mija się najbardziej znane miejsca i obiekty miasta, że wymienię tylko: Stadion olimpijski (start/meta), Hala Stulecia, Ogród Zoologiczny, obiekty Politechniki Wrocławskiej, Most Grunwaldzki, gmach Urzędu Wojewódzkiego, obiekty Uniwersytetu, Rynek z Ratuszem, Galeria Dominikańska, Rotunda z Panoramą Racławicką, Galeria Arkady, Dworzec PKP, Park Wodny, potężna odnowiona Wieża Ciśnień, Park Szczytnicki, itd., itp.

Tym razem jesienne plany startowe (w maratonie) biegaczy i maratończyków z grupy biegowej Nysa Biega "rozstrzeliły się" i tak, część wybrała Poznań, część Warszawę. Poza mną na Wrocław zdecydował się Paweł Żak, który w debiucie ukończył maraton na 2421 miejscu w czasie netto 5:29:47. Brawo, Paweł! Jak już wspomniałem, pogoda zdecydowanie wpłynęła (negatywnie) na przebieg maratonu, na osiągnięcia poszczególnych uczestników. Nie chodzi o temperaturę w cieniu - dochodziła do 32 stopni - ale o temperaturę tuż nad asfaltem rozgrzanym gdzieś pewnie do 50 kresek. Również wyniki elity poniżej oczekiwań: zwycięzca, Kenijczyk Vincent Kipchirchir uzyskał czas 2:20:19, pierwsza wśród kobiet to Kenijka Emily Perpetua Chepkorir z czasem 2:44:53

Ryszard Tasarek

Mapa serwisuNewsletterKontaktFormularz kontaktowyPolityka prywatności

29. HASCO-LEK WROCŁAW MARATON - 11.09.2011r....czyli historyjka pt. "ja (Ryszard Tasarek) i maraton"

Copyright © 01-01-2009 Hinosz!