Nocny Ultra Dystans - 12 NUD-a Zabijamy Smoga

Jeśli chcesz biegać,
przebiegnij kilometr...
Jeśli chcesz zmienić
swoje życie,
przebiegnij maraton.

Emil Zatopek

Nysa

Wtorek   20 Listopad 2018   00:43:22

 START Aktualności 2018 Nocny Ultra Dystans - 12 NUD-a Zabijamy Smoga

Nocny Ultra Dystans - 12 NUD-a Zabijamy Smoga

 Autor: Tomasz Kruk Piątek,  31 Sierpień 2018,  19:09 Odsłon: 135 Drukuj 
Nocny Ultra Dystans - 12 NUD-a Zabijamy Smoga

Po udanym debiucie w Setce Komandosa w marcu zapragnąłem kontynuować swoją zabawę w bieganie ultra. Tym razem postanowiłem sprawdzić się podczas Gali Biegów Ultra w Krakowie, na biegu dwunastogodzinnym pod nazwą "Nocny Ultra Dystans - 12 NUD-a Zabijamy Smoga". NUD-a to chyba niewłaściwa nazwa dla tego biegu, bo przecież bieganie w Parku Jordana po pętli o długości 1100m około 100 razy przez 12 godzin wcale nie jest nudne (jak dla kogo), a może dostarczać wielu wrażeń, które postaram się w skrócie opisać.

22:00 Start, zaczynam w tempie poniżej 6'/km, regularnie się nawadniam, ponieważ dzień był upalny i nadal jest bardzo ciepło. Żeby nie zużywać jednorazowych kubków w hurtowych ilościach piję wodę z własnego bidonu i co jakiś czas oddaję go do napełnienia - takie moje proekologiczne zachowanie. Po jakimś czasie w bufecie pojawiają się rodzynki i arbuzy pokrojone w kostki. Podjadam sobie co jakiś czas, ale czuję, że coś jest nie tak z moim układem pokarmowym. Zaczynam mieć wzdęcia i czuję się gorzej.

01:00 Zgodnie z planem jem bułkę z miodem. Na treningach i poprzednim ultramaratonie bardzo dobrze mi się takie jedzenie trawiło i dodawało sił, lecz nie tym razem. Zaczyna mnie boleć brzuch, jestem coraz słabszy. Dystans maratonu pokonany w 4:34 - nawet nieźle, ale czuję że się wykańczam. Robię już tylko takie marszobiegi w coraz wolniejszym tempie, prawie wszyscy mnie wyprzedzają i dublują. Nogi są ciężkie, bolą, mdli mnie a tu jeszcze ponad 7 godzin wysiłku przede mną. Psychika siada, mam dość ale się nie poddaję. Wyglądam (i pachnę pewnie też) jak Jezioro Nyskie pod koniec lipca... Rozglądam się za karetką, żeby wiedzieć gdzie najlepiej paść jak już mnie odetnie.

01:40 Nagle słyszę w swojej głowie taką myśl; "Biegnij tak jakbyś się ścigał na zawodach na 10 km". Co, jak to, przecież to niemożliwe - ledwie truchtam, przecież w takim tempie padnę po kilku minutach - mówi głos rozsądku. Dostaję uzasadnienie; "Wykorzystaj swoje mięśnie szybkokurczliwe, te wolnokurczliwe są już bardzo zmęczone i muszą odpocząć". No cóż, ja bym czegoś takiego nie wymyślił - to moja bardzo mądra intuicja mi podpowiedziała, więc trzeba tak zrobić. Ruszam zatem jak koń wyścigowy, przez kilka kilometrów mijam i dubluję wszystkich zawodników, nawet Andrzeja Piotrowskiego - bezkonkurencyjnego zwycięzcę tych zawodów. Ludzie patrzą na mnie jak na szaleńca który się popisuje by efektownie wykluczyć się z dalszej rywalizacji, a ja wbrew pozorom nabieram sił. Tempo co prawda jest raczej jak na półmaraton, natomiast technika biegu tak jak na dychę (wysokie unoszenie kolan i stóp, dynamiczne ruchy itd). Psychika rośnie, i nawet jak po paru km zwalniam, żeby się napić to już samopoczucie mam znacznie lepsze. Po pewnym czasie odczuwam to niesamowicie cudowne uczucie którego nie będę nawet próbował opisywać, ale powiem tylko, że miałem je też na Setce Komandosa w Lublińcu. Jak widać ultramaratony to nie tylko ból, nuda i zmęczenie, ale można tam też zaznać czegoś niezwykłego...

04:00 Połowa czasu za nami. Żołądek nie chce współpracować. Dwa razy odbyłem dłuższe posiedzenie w toi-toi. Jedzenie czegokolwiek osłabia mnie. Toleruję tylko wodę, cukier w kostkach, dekstrozę i colę. Tak, wiem, że cola to chemiczna trucizna, jednak w tym momencie bardzo dobrze mi służy. Co godzinę spryskuję nogi, głowę, kark i wątrobę Lavilem.

07;00 Do końca zostały trzy godziny. Według Danielsa i innych znanych trenerów długie wybieganie nie powinno trwać dłużej niż 2,5-3 godziny, więc uznajmy, że właśnie zaczynamy niedzielny trening. To co było wcześniej to się nie liczy :) . Co godzinę wywieszane są aktualne wyniki. Jestem na piętnastym miejscu. Organizatorzy wprowadzili taką zachętę, że po przebiegnięciu 90 km będą płacić po 1 zł za każdy kolejny przebiegnięty km. Zatem po przebiegnięciu 90 km zaczynam czuć się jak zawodowiec mając świadomość, że po raz pierwszy w życiu ktoś mi zapłaci za moje bieganie...

08:30 Sporo ludzi już odpadło, większość idzie zamiast biec. Teraz mam szansę nadrobić zaległości. Od czasu do czasu wyprzedza mnie tylko A. Piotrowski, ale nikt więcej. Walczę ostro, bo jest o co, stawką jest przecież chwała, honor, pieniądze, piękne kobiety i uścisk dłoni prezesa wspólnoty mieszkaniowej :)

10:00 Wystrzał pistoletu oznaczający koniec zawodów. Każdy się zatrzymuje. Sędziowie zapisują każdemu kto zatrzymał się za linią mety ile metrów był za metą. Z głośników słychać utwór Qeen "We are the champions". Potem dekoracja zwycięzców, rozdanie medali, wspólne zdjęcia i otrzymuję swoje ciężko zarobione 17 zł. Jeszcze nie wiem na co przeznaczę te pieniądze, może kupię mojemu synowi samochód - taki zabawkowy rzecz jasna.

W ostatecznej kwalifikacji jestem na 11 miejscu spośród 41 osób , które zdecydowały się tu przybyć. Choć nieźle się nacierpiałem na tym biegu i zdaję sobie sprawę, że takie wyzwania stanowią bardzo duże obciążenie dla organizmu, a czasami mogą być nawet niebezpieczne dla zdrowia, to mam zamiar nadal bawić się w biegi ultra ponieważ w ich trakcie wzmacnia się nie tylko ciało, ale przede wszystkim psychika - charakter, a o to mi najbardziej w tym wszystkim chodzi.

1
2
3
4
5
 Odsłon galerii: 122 Obrazów: 5

Mapa serwisuNewsletterKontaktFormularz kontaktowyPolityka prywatności

Nocny Ultra Dystans - 12 NUD-a Zabijamy Smoga

Copyright © 01-01-2009 Nysa Biega