Bieg na Majorce

Jeśli chcesz biegać,
przebiegnij kilometr...
Jeśli chcesz zmienić
swoje życie,
przebiegnij maraton.

Emil Zatopek

Nysa

Sobota   16 Grudzień 2017   23:29:30

 START Aktualności 2016 Bieg na Majorce

Bieg na Majorce

 Autor: Agnieszka Jarosz Czwartek,  19 Maj 2016,  20:42 Odsłon: 1364 Drukuj 
Bieg na Majorce

Marzenka mnie sprzedała więc muszę napisać relację :-P . Chciałabym opisać wam fajną przygodę biegową podczas kilkudniowego "odpoczynku" w Hiszpanii a dokładnie na Majorce. Przy okazji wyjazdu znaleźliśmy wraz z mężem informacje o biegu na 10 km w mieście Megaluf. Przebukowaliśmy już nawet wcześniej zakupione bilety, bym mogła wziąć udział w zawodach. Tak do końca mój start nie był pewny, gdyż od tygodnia miałam problemy z gardłem, a wcześniej nawet temperaturę. Nie mówiąc o tym, że z powodu przeziębienia dłuższy już czas nie biegałam. Na szczęście apteki też tam są, więc się kurowałam. Bieg miał się odbyć po godz. 17 w sobotę ostatniego dnia kwietnia. Z miejsca noclegu mieliśmy około 30 km i przed południem z jedną przesiadką dotarliśmy do celu. Znaleźliśmy stadion, za pierwszym razem piłkarski, potem tenisowy. W międzyczasie mąż załatwiał dojazd poznając zdezorientowanych i także szukających miejsca zawodów biegaczy. Jako że był to duży ośrodek sportowy, stadion lekkoatletyczny mieścił się po drugiej stronie ulicy. W biurze zawodów trzeba było podać tylko imię i nazwisko, bez dowodu osobistego (co za zaufanie), ale chyba wszyscy byli już wcześniej opłaceni. W pakiecie dostałam zieloną koszulkę, numer i chip. No to mogliśmy zrobić rozpoznanie terenu. Obiekt składał się z siłowni, nawet w tym czasie wykorzystanej przez napakowane dziewczyny, bieżni tartanowej na zewnątrz, prostego odcinka wewnątrz gdzie mieściło się biuro zawodów oraz co nam się bardzo podobało dość długiego odcinka tartanowego pod górę do podbiegów. Cały ośrodek składał się z wielu pomieszczeń i korytarzy, na których widniały zdjęcia najbardziej znanych lekkoatletów. Widniało także zdjęcie Roberta Korzeniowskiego. Byliśmy oczywiście dumni. Potem znaleźliśmy przytulną knajpkę z wesołymi tubylcami i ja zamówiłam? oczywiście makaron. Był naprawdę dobry, a mięsko i sos robione na oczach klienta. Ulicami przewijali się skąpo ubrani, wytatuowani, mocno hałaśliwi Anglicy (na szczęście nie biegali). Wróciliśmy i obczajaliśmy czy są jacyś Polacy na liście. Był klub z Krakowa. Ja szpanowałam w czerwonej klubowej koszulce POLAND NYSA BIEGA (dzięki Ci jeszcze raz za pożyczkę Marzenko). Jacek wypatrzył dziewczynę z Krakowa( no jak to Facet) i zagadałam. Byli całą ekipą, mój rocznik, rozgrzewała się dość solidnie więc nasza rozmowa nie mogła trwać długo. Jeszcze przed startem uwagę wzbudziły różowe koszulki. Ekipa z Niemiec siedząca obok nas przymierza nieco kuse i niezbyt kolorystycznie męski koszulki. Mi się podobały bardzo, niestety nie było już rozmiaru. Róż zarezerwowany był dla biegu głównego czyli pół maratonu, a zieleń dla dyszki. Cóż? idziemy na start. Tam nas troszkę przytrzymali i chyba rozgrzewka poszła na marne. Wreszcie ruszyliśmy po bieżni kierując się tłumnie na miasto wedle oznakowań. Lekkie górki, fajne zbiegi, zakręty, agrafki. Ni w ząb nie umiałam odnaleźć się na oznaczeniach co do przebiegniętych kilometrów, które były chyba bardziej pod półmaraton. I nawet na trasie Jacek krzyczał że jest dobrze. No i dobrze mi się biegło. W głowie miałam mapę trasy, z której wynikało, że końcówka ok 2 km będzie plażą po ostrym zakręcie. Był ostry zakręt. było wbiegnięcie pod budynek między sklepami na czerwony dywan przykrywający deski zapadające się pod uderzeniami galopujących zawodników by nie biec po piasku, chyba. A najgorsze że to koniec i 20 niespełna metrów przede mną zegar zbliżający się do 45 minut. Cóż przyśpieszyłam, ale w głowie miałam jeszcze 2 km, a tu Meta. 45:02. Fajnie. Na mecie napoje, moczenie nóg w chłodnej wodzie i dużo kozetek z hiszpańskimi masażystami. A mi to trafił się chyba najlepszy. Nic nie trzeba było mówić. Wszystko czuł. Bardzo było przyjemnie. Zagadała do mnie dziewczyna po polsku w koszulce klubu Hiszpanii. Minęła mnie w połowie dystansu. Okazało się że od 2008 mieszka na Majorce, tam wyszła za mąż, ma dwójkę dzieci i trenuje dość solidnie. Mówiła, że jest tu dużo klubów i dużo biegaczy i że za tydzień jedzie na komunie do Polski. No i byłyśmy razem na podium. Ona na na drugim, a ja na trzecim. Miło i przyjemnie. Pierwsze miejsce zajęła ładna, rodowita Hiszpanka.

1
2
3
4
5
6
 Odsłon galerii: 2270 Obrazów: 6

KOMENTARZE

 tomkolo77
 19-05-2016 (21:03)
Gratuluję i zazdroszczę wyjazdu i biegu w pięknych okolicznościach przyrody :)))
Prosimy o więcej takich relacji.
 Aga
 19-05-2016 (21:33)
Zapomniałam napisać że trzecie miejsce to w K 35. Z kobiet byłam ósma
 becia
 20-05-2016 (00:24)
Aga gratulacje :-)
 edu
 20-05-2016 (23:11)
Gratulacje! Udany start, wypoczynek przy okazji. Eh, życie jest piękne.
 rys-tas
 21-05-2016 (18:20)
Gratulacje - tym bardziej, że czas 45:02 to nowy rekord grupy biegowej Nysa Biega w kat. weteranek (tomkolo77 chyba to przegapił, ale pewnikiem zaraz to poprawi;))

DODAJ KOMENTARZ

Mapa serwisuNewsletterKontaktFormularz kontaktowyPolityka prywatności

Bieg na Majorce

Copyright © 01-01-2009 Hinosz!