Maraton Karkonowski

Jeśli chcesz biegać,
przebiegnij kilometr...
Jeśli chcesz zmienić
swoje życie,
przebiegnij maraton.

Emil Zatopek

Nysa

Sobota   17 Listopad 2018   05:46:35

 START Aktualności 2012 Maraton Karkonowski

Maraton Karkonowski

 Autor: Tomasz Kołodziej Poniedziałek,  20 Sierpień 2012,  11:04 Odsłon: 4998 Drukuj 
Maraton Karkonowski

Chęć na wystartowanie w Maratonie Karkonoskim miałem już od startu w Biegu Rzeźnika w 2011. W tym roku udało mi się zaplanować i wystartować w tym pięknym lecz trudnym biegu. Już tydzień przed biegiem odczuwałem delikatny dreszczyk na plecach kiedy pomyślałem co mnie czeka. Do Szklarskiej Poręby przyjechałem w piątek 03.08.12 rejestracja w biurze zawodów przebiegła szybko i po chwili przymierzałem piękną jaskrawożółtą koszulkę z napisem MARATON KARKONOSKI. Nocleg zamówiłem w schronisku na Szrenicy i mina mi zrzedła jak zobaczyłem że o poranku na start będę musiał lecieć w dół..... ale nie ma co myśleć trzeba działać. Małe zakupy i wspinamy się szlakiem wyznaczonym przez słupy wyciągu na Szrenicę. Jest bardzo stromo więc idę powoli i często odpoczywam żeby na jutro nie zmęczyć nóg. Na szczycie przywitał nas piękny zachód słońca o smaku chłodnego piwka...zapowiada się cudownie. Z samego ranka o 6 w blasku wschodzącego słońca toczyłem się niezdarnie na dół. Wykąpany w porannej rosie i błocie szlaku stanąłem na starcie IV Maratonu Karkonoskiego. Słońce paliło tak że każdy podświadomie czuł że nie będzie łatwo. Temperatura powietrza ponad 25 stopni, bezwietrznie. Każdy trzymał w ręce butelkę wody i popijał w nadziei że nie będzie tak gorąco jak się zapowiada. O 8 30 (w sobotę) wystartowało niecałe 500 osób. Trasa wiodła ze Szklarskiej Poręby (z dolnej stacji wyciągu na Szrenicę) na Śnieżkę i z powrotem na szczyt Szrenicy i liczyła 44km. Długość trasy nie jest tutaj największym problemem, jak przewyższenie +2150m , - 1380m oraz teren. Prawie cała trasa wiedzie kamienistym szlakiem. Biegnąc trzeba być maksymalnie skoncentrowanym każdy krok musi być zaplanowany i precyzyjnie postawiony. Wydaje się to proste ale kiedy dochodzi zmęczenie oraz duże nachylenie stoku, mięśnie nie reagują z taką prędkością jak chcemy. Zaraz opiszę własne przeżycia z tym związane...Pierwszy odcinek a zarazem selekcja odbyła się na pierwszych 6 km. Pierwszy punkt kontrolny obok stacji przekaźnikowej na Śnieżnych Kotłach do którego dotrzeć trzeba było w czasie 1h 15 min. Na przebytym odcinku złapałem znaczną część przewyższenia. Teraz kamienistym szlakiem w stronę Śnieżki. Koncentracja , koncentracja, koncentracja. Chłodny wiatr na graniach świetnie chłodzi i dodaje energii. W transie biegnę do 10 km...kiedy kamienisty szlak kończył się i chwilowo przechodził w płaski odcinek rozluźniłem się .... lekkie potknięcie i czuję że lecę...stan nieważkości i odruch chronienia głowy. Szybko wstałem i lekko kulejąc biegnę...z kolana lekko sączy się krew. Nie można się zatrzymywać trzeba ten ból znieść w biegu. To nie żarty...pomyślałem, jeszcze 34 km a tu już pierwsza krew. Kolejne punkty kontrolne mijają a ja koncentruje się i rozkładam siły. Przed Domem Śląskim ok. 25 km mija nas czołówka biegu wracająca już ze Śnieżki. Wyglądają świeżo i jakby dopiero zaczęli biec. Z oddali widać Śnieżkę...tam zaraz będę. Sznur biegaczy powoli ciągnął w stronę najwyższej góry Karkonoszy. Podejście ciężkie ale myśl że to już półmetek podtrzymywało na duchu. Chcąc choć trochę popodziwiać "piękno Karkonoszy w biegu" (hasło biegu). Puściłem się luźno kamienną drogą w dół ze Śnieżki, już byłem prawie na dole a tu znowu czuje że lecę...większa prędkość + ostre kamienie = większe obrażenia. Przekoziołkowałem i wyłożyłem się na szlaku. Wrzask turystów...."Boże mój", "Leży...".... Wstać nie było łatwo...teraz z obu kolan leci krew no i biodro czuje że wyrżnąłem jak gość  Jakaś pani zapytała mnie "Gdzie Wy tak biegniecie?" Nie miałem siły ani chęci odpowiadać. Idąc myślałem czy dam rade dalej biec po 30 metrach krokiem postrzelonej gazeli zacząłem przemieszczać się do przodu...ten upadek mnie dużo kosztował. A tu jeszcze 20 km ! Teraz dopiero zacznie się zabawa...Droga powrotna już nie wyglądała tak pięknie. Biegłem już samotnie. Chciałem być w pierwszej setce i wiedziałem ze jeszcze w niej jestem. Musiałem walczyć. Kolejne podejścia i zbiegi. Na 30 km miałem dużą ścianę...wtedy przypomniałem sobie o znakomitym pomyśle noclegu na Szrenicy i porannych 5-6 km schodzenia...wizualizacja że wszystko jest świetnie i w ogóle czuję się rewelacyjnie pomogła...dotarłem do ostatniego punktu kontrolnego na 40 km. Tam otrzymałem drugie życie...biegłem do mety niesiony dopingiem turystów. Widok mety w oddali radował jak nigdy. Już słychać głos spikera kibice krzyczą: "ostatnie metry!!!" ,"dasz radę !!!"W tle spiker głośno krzyczy " "Z numerem 333 Marek Pałetko z Jasienicy Dolnej klub NYSA BIEGA...tak to piękny klub!!!" Ostatnie podejście i zebranie wszystkich sił biegnę ,biegnę i w euforii przekraczam metę IV MARATONU KARKONOSKIEGO...zatrzymuję stoper ale nie patrzę...na szyi czuję ciężki medal, nie chcę pić , nie chcę nic...to taki stan zawieszenia pomiędzy bólem a szczęściem. Powolutku zmierzam ku szczęściu...tak ja żyję i jestem już na Szrenicy. Piękny bieg, cudowna atmosfera, przepiękne widoki...warto! Przeżycia gwarantowane! Bardzo dziękuję wszystkim którzy dopingowali Nas na trasie oraz organizatorom...niczego nie brakowało. Na mecie zameldowało się 440 zawodników. Na mecie uplasowałem się na 89 pozycji z czasem 5:27 . Za rok na tej trasie odbędą się Mistrzostwa Świata w Biegach Górskich i wtedy mamy nadzieję, że jak w tym roku na pudle stanie Marcin Świerc (czas 3:45) lub ktoś z polskich górskich wymiataczy.

Relacja: Marek

Zdjęcia: Marek&Marzenka

1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
 Foto: Tomasz Kołodziej Odsłon galerii: 15932 Obrazów: 14

Mapa serwisuNewsletterKontaktFormularz kontaktowyPolityka prywatności

Maraton Karkonowski

Copyright © 01-01-2009 Nysa Biega