O Ironmanie można pomarzyć, czyli jak cudem przeżyłam ...

Jeśli chcesz biegać,
przebiegnij kilometr...
Jeśli chcesz zmienić
swoje życie,
przebiegnij maraton.

Emil Zatopek

Nysa

Czwartek   19 Lipiec 2018   21:02:58

 START Aktualności 2015 O Ironmanie można pomarzyć, czyli jak cudem przeżyłam TRIATHLON w Sierakowie na dystansie długim - 1,9 km pływania, 90 km roweru - 21, 095 km biegu

O Ironmanie można pomarzyć, czyli jak cudem przeżyłam TRIATHLON w Sierakowie na dystansie długim - 1,9 km pływania, 90 km roweru - 21, 095 km biegu

 Autor: Emilia Dudek Poniedziałek,  22 Czerwiec 2015,  21:10 Odsłon: 1493 Drukuj 
O Ironmanie można pomarzyć, czyli jak cudem przeżyłam ...

O czym myśli biegacz- amator, gdy przeżyje bez szwanku na zdrowiu pierwsze zawody na 10km? Wyjścia są dwa - albo w następnym roku wróci, aby się poprawić, albo... rzuci się w bieg 15km lub półmaraton. Dopadły mnie podobne rozterki po ukończeniu 1/4 Ironmana w ubiegłym roku w Sierakowie. 3h z kwadransem świetnej zabawy, w miłym towarzystwie, zakończonej wbiegnięciem na metę (z rogalem pod nosem) i przebudzeniem się nazajutrz bez jakichkolwiek objawów zmęczenia, dało do myślenia. Dobra, tyle czasu tam się jechało, dwa noclegi na ośrodku turystycznym w domku kosztowały, rodzina ze mną, najfajniejsi znajomi i serwisanci - może by tak za rok "połówkę" walnąć, raptem parę złotych więcej za wpisowe, a frajda dwa razy większa. Co baba pomyślała, szybko zapisała. Asekuracyjnie na oba dystanse, by do końca roku zapłacić za jeden. Po głowie myśl chodzi - "dasz radę, pół roku masz na treningi, swoja kolarka pod ręką to jak z górki". Myśl nie wzięła jednak pod uwagę, że to nie ja jestem szefem własnego czasu pracy i odpoczynku...

No cóż. Samo jakoś wpłaciło się na dystans tzw. "długi", proponowany przez organizatorów. Słowo się rzekło, w piankę wskoczyło i rozrywkowym tempem 1,9km przepłynęło do mety. W limicie. Potem 300m podbiegu od jeziora do strefy zmian (dobrze, że kobitek było niewiele i nasze bryki stały w ostatnim rzędzie, nie trzeba było szukać). Tutaj popas i wodopój w trybie przyspieszonym, rozbiórka z pianki, gatki rowerowe na siebie, koszulka klubowa, butki, kask i na końcu rower ze stojaka. Teraz już tylko 300 m biegu do ulicy, na siodło i w trasę - ot, 4 pętle po ok. 22,5 km. Po drodze poznałam chyba połowę stawki zawodniczej, bo odczytywałam ich nazwiska na numerach z tyłu ;) i podziwiałam mknące rumaki obok mojej małej kolareczki. Próbowałam zgadywać, ile kosztują i z jakiej są stajni, ale nie mogłam rozróżnić tych za 45000zł od tych za 40000. Ponieważ kobiety w kategoriach wiekowych startowały w grupie pływackiej jako ostatnie, to i w konsekwencji szybkiego upływania czasu ostatnie okrążenie rowerowe wypadło mi już przebyć niemal samotnie (tylko mój rower, pola , górki, dołki i resztki kibiców) - gdzieś tam ktoś z przodu, ktoś daleko z tyłu. Po rowerze trucht - 4 pętle półcrossowe po 5,25 km, przez leśne piaszczyste ścieżki z podbieganiem, zbieganiem itp. Najbardziej bolało, gdy przy końcu trzech pierwszych pętli biegu to nie mnie należało się wbiec po prostej na metę, ale trza było z uśmiechem na ustach minąć kibiców na stadionie i polecieć dalej w las. I - jak w części rowerowej - ostanie okrążenie odbyło się przy garstce wiernych kibiców, półtruchtem, lecz z siłą do ciągnięcia ze sobą nieco bardziej osłabionych.

I gdy wreszcie po makabrycznie długim czasie 6h 43min.(ale jakie to ma teraz znaczenie!) przeskoczyłam metę z big-rogalem na twarzy, niesiona dopingiem rodziny i przyjaciół, pomyślałam z pokorą: "za wysokie progi na Emilkowe nogi". Stres przedstartowy , który opanował całe me ciało i psychikę, w przeddzień startu wybuchł bólem żołądka, jakimiś drgawkami i niechęcią do wychodzenia spod kołdry. 2 apapy od ratowników medycznych i błogosławieństwo "niedozobaczenia" postawiły mnie na nogi, a w niedzielę rano, usłyszawszy z megafonów głos zapraszający na start, nie miałam wątpliwości, że wezmę udział w zawodach. Przecież w każdej chwili można było przerwać zabawę - zdrowie ważniejsze! Ale... jaki stres i niezadowolenie ducha walki trzymałyby mnie cały rok, gdybym zeszła z trasy?!:)

Tak więc potrzebna była lekcja pokory, żeby: - poznać siebie, - mocniej podziwiać znajomych Ironmanów, - przyzwyczaić się do myśli, że Ironman jest poza moim zasięgiem na długie lata, - wiedzieć, że mając ograniczoną ilość czasu, kochaną rodzinkę i wiele zainteresowań, trzeba potraktować triathlon jako wspaniałą zabawę. W przyszłym roku wracam na krótszy dystans. Dla zdrowia psychicznego całej rodziny. Mężu, dziewczyny - kocham Was nad życie! Dziękuję, że martwicie się o mnie i... ciągle wierzycie w resztki mojego rozsądku;)!

edu

P.S. Gratulacje dla Adama Dumańskiego z Nysy - 5:55 samo się nie robi, trzeba tyrać. Podziękowania dla Marka P. , Marka L. z Lewina, Łukasza ze Skorogoszczy i całej ekipy NB za mocne wsparcie.

1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
 Odsłon galerii: 6336 Obrazów: 13

KOMENTARZE

 rys-tas
 22-06-2015 (23:35)
super wyczyn i adekwatna relacja - gratulacje!
 edu
 23-06-2015 (09:06)
ALeż nietakt! Największe podziękowania dla MARCINA KONARSKIEGO i tych którzy wierzyli i bombardowali mnie sms-ami przed startem.
 Lena
 23-06-2015 (11:25)
Super! Jesteś wielka!!
 sylwerado
 23-06-2015 (18:43)
Ty to jesteś twarda sztuka!!! Połówka, to już faktycznie nie lada wyzwanie. Ale ja zawsze w Ciebie wierzyłam, i doskonale wiem, że rozsądna z Ciebie kobitka. Jak nauczę się tej zimy pływać, to może i ja na 1/4 spróbuję ;-)
Jeszcze raz Wielkie Gratulacje!
 poznaniak
 01-07-2015 (22:50)
Brawo:) to jest wyczyn:) dla kobiety to jak cały IM- tak swoją drogę to nie jest troche seksizm??? trasa rowerowa i biegowa jest ciężka także tym bardziej szacunek!
ja będę za rok:)

DODAJ KOMENTARZ

Mapa serwisuNewsletterKontaktFormularz kontaktowyPolityka prywatności

O Ironmanie można pomarzyć, czyli jak cudem przeżyłam TRIATHLON w Sierakowie na dystansie długim - 1,9 km pływania, 90 km roweru - 21, 095 km biegu

Copyright © 01-01-2009 Nysa Biega