XV 12godzinny ultramaraton - Ruda Śląska

Jeśli chcesz biegać,
przebiegnij kilometr...
Jeśli chcesz zmienić
swoje życie,
przebiegnij maraton.

Emil Zatopek

Nysa

Wtorek   17 Lipiec 2018   13:22:10

 START Aktualności 2013 XV 12godzinny ultramaraton - Ruda Śląska

XV 12godzinny ultramaraton - Ruda Śląska

 Autor: Michał Złotowski Poniedziałek,  29 Kwiecień 2013,  18:50 Odsłon: 4506 Drukuj 
XV 12godzinny ultramaraton - Ruda Śląska

Dryn, dryn ... dryn, dryn.

S: "Cześć Złotko. 27 kwietnia jest 12godzinówka w Rudzie Śląskiej. Jedziesz?"

Z: "hej Sanjaya. Hym ... to za 2 tygodnie jakoś wy wychodziło"

S: "według tego ziemskiego kalendarza tak by to było"

Z: "hym ... kuszące"

S: "wiem ;-)"

Z: "Dobra to jade" ;-)

Krótka rozmowa z Sanjaya, który w ekspresowym tempie namówił mnie na udział w tym ultramaratonie. Podczas przygotowań nie zmieniałem zbytnio swojego treningu. Zresztą i tak było dość mało czasu. Nogi mają trochę kilometrów zrobionych na zapas. Zawody w Rudzie nie były przeze mnie planowane w tej fazie treningu. Bardziej skupiałem się na szybszym bieganiu niż dłuższym. Ale spojrzałem na swój kalendarz zawodów i doszedłem do wniosku, że może "nieco";-) objętości kilometrowej mi nie zaszkodzi i będzie to jakąś formą przygotowań do planowanych startów.

Tydzień przed biegiem w Rudzie Śląskiej zaliczyłem połówkę maratonu w Dąbrowie i było to ostatnie dłuższe bieganie przed 27 kwietnia. Maszyna musi dobrze odpocząć i zregenerować się przed wysiłkiem, którego jeszcze nigdy nie podjęła. Bieg w tym ultramaratonie to był dla mnie debiut i nie wiem do końca jak zareaguje mój organizm.

Do Rudy Śląskiej przyjechaliśmy już przeddzień biegu. Nocleg zaliczyliśmy w przyjemnym hoteliku. Dużo czasu spędziliśmy na przygotowywaniu "koksów", które podczas tego biegu mają nam dostarczyć niezbędnych składników. Węglowodany, izotoniki, zioła, zioła ... zioła, a w nich cała suplementacja witaminowa i inna. Oj dużo tego. Przetarte, rozmieszane i pomiksowane mieszanki wsadziliśmy do naszej lodówki, by rano były orzeźwiające i świeże. Wszystko przygotowane. Rano czeka nas pobudka ok. 5.30. Także czym prędzej wieczorna rytualna kąpiel i do wyrek. Paciorek, siusiu i sapać.

Budzimy się przed alarmem budzika. Widać mózgownica już nakręca ciało, podnosi ciśnienie i przygotowuje się do biegu. Wskakujemy w ciuszki, pijemy kawę, yerbe, wrzucamy coś na ząb i ruszamy na zawody.

W biurze już zgromadziła się grupa biegaczy odbierająca pakiety startowe. Witamy się z zawodnikami, organizatorami. i idziemy na miejsce, w którym rozstawiamy nasz bufet.. Za chwile start, a później to niech się dzieje co ma dziać ;-)

I działo się. Pierwszy dystans maratonu pokonaliśmy w czasie ok. 4 godzin. Biegło się bardzo przyjemnie. Pogoda była idealna. Nic tylko biec swoje tempo i nie patrzeć na innych, którzy w naszym przekonaniu ruszają zbyt szybko. My trzymamy tempo ok. 5,40-6/min + przerwy na picie, krzaczki, toi-toje (szczególnie mnie to dotyczy :(i inne przyjemności.

Godziny biegu mijają. Wcześniej założyłem sobie, że będę miał dużo czasu by poukładać w głowie parę spraw. Pomyślę i może coś wymyślę. Jednak nic nie udało mi się wymyślić, ponieważ mózg mi spuchł od skupiania się nad taktyką do tego biegu. To tu trochę zwolnić na podbiegu, skrócić krok by zachować siły. Na zbiegu biec w sposób umożliwiający wykorzystanie choć skrawka bezwładność itd. Także może jak zdobędę więcej doświadczenie to wówczas zajmę się wymyślaniem czegoś innego podczas tych długich biegów ;-) Od około 6 godziny rozłączyliśmy się z Sanjayą. Od tej chwili każdy biegł swoje. Ja miałem trochę problemów gastrycznych, a od około 90 km zacząłem czuć lekki ból w okolicy przywodziciela stawu biodrowego. Brałem pod uwagę, że ból ten może się nasilić i zacząłem biec bardzie zachowawczo. Od tego czasu do złamania bariery 100km biegłem tylko do połowy podbiegów. Resztę pokonywałem idąc. Widzę jak Sanjaya pięknie biegnie. Pomyślałem, że przeszedł w jakąś fazę fotosyntezy. Kto zna Sanjaye i Jego dietę będzie wiedział o co chodzi;-) Mimo tego, że podczas biegu jesteśmy rywalami to wzajemnie się dopingujemy i każdy z nas czuje obecność drugiego. Jesteśmy tu razem i razem reprezentujemy Nysę. Każdy z nas walczy. A walka podczas ultramaratonu to nie tylko walka z czasem. Na sukces w dystansie ultra składa się wiele czynników, a ostateczny wynik to suma zdarzeń, które miały miejsce podczas biegu.

Atmosfera zwodów była rewelacyjna. Wszyscy do siebie byli bardzo życzliwi i uśmiechnięci. Wręcz dopingowali się. August Jakubik (główny organizator, wybitna postać polskich biegów długodystansowych) krzyczy do mnie: "Michał dajesz, dajesz, nie pękasz, nie ma takiej opcji, silny jesteś, Nysa, Nysa!" Słowa otuchy z ust tego mistrza podczas 70tego okrążenia naprawdę mi pomogły. W trakcie pokonywania tych wielu okrążeń miałem okazje zaprosić parę osób do Nysy na naszą dyszkę ;-). Wiele osób już wiedziało, że III Bieg Nyski odbędzie się w lipcu i zdeklarowali swoją obecność.

W biegu 12 godzinnym brali udział kadrowicze, ultramaratończycy reprezentujący nasz kraj w wielu prestiżowych zawodach na całym świecie. Start w takim towarzystwie dodatkowo motywuje do przemieszczania się w kierunku "do przodu";-).

Bieganie, biegaaanie ... bieganie, a w głowie tylko myśl "byle dotrwać do tej 6godziny", później myśl "żebym dobiegł do 10 godziny" i ... "już 11 godzina biegu" i zaczęło się ;-)

To tutaj ostatecznie rozgrywają się roszady na liście wyników. Każdy mający jeszcze siły zaczął biec szybciej, nie stosując przerw na marsz. Sanjaya i ja również mieliśmy taką taktykę (Sanjaya zaczął już wcześniej). Już tylko 30 min do ostatecznego gwizdka. Już nikt nic nie pije i nie je. Atmosfera robi się bardzo gorąca. 10 min do końca ... i jest ! upragniony gwizdek sędziów. Na naszej trasie rozbrzmiał dźwięk gwizdka. W tym czasie przypominał mi piękny śpiew jakiegoś ptaka. Jaki ja byłem szczęśliwy, że mogę usiąść i słuchać gwizdka końcowego. Maszyna zatrzymała się. Każdy w swoim miejscu czekaliśmy na domiar ręczny. Zdjąłem buty i zobaczyłem, że niestety są straty. Muszę pożegnać się z dwoma paznokciami. Podczas biegu nic nie czułem. Nie wygląda to za dobrze. Miałem buty ok. 18mm większe ale i to nie pomogło. Zawsze to jakieś doświadczenie ;-) Po dokonaniu pomiaru mogliśmy już wstać. Wszyscy klepaliśmy się po ramionach w geście gratulacji i podziękowania za wspólny bieg. Podziękowaliśmy naszemu serwisantowi Pawłowi za pomoc podczas biegu. Wzajemnie wpadliśmy sobie z Sanjayą w przyjacielskie objęcia. Atmosfera była wręcz mistyczna. Byliśmy bardzo szczęśliwi, że udało nam się ukończyć bieg.

Jeszcze tylko kolacyjka, piwko (kto może ten może;-) i wręczenie nagród. Na końcu żegnamy się z biegaczami i udajemy do naszego samochodu. Prowadzi nasz serwisant Paweł. Nie ma fizycznej możliwość bym mógł to robić ja;-) (prawnej też, bo organizator do kolacji przewidział piwko;)

Z mojej strony serdecznie dziękuję mojemu przyjacielowi Pawłowi Świerczkowi vel. Świerku, który był naszą dobrą duszą na tym biegu i oddanie nam pomagał, pełniąc rolę serwisanta i kierowcy.

Nasze wyniki:

Sanjaya zdobył I msc w kategorii, pokonał 118,676m i zajął 10 msc open (rekord życiowy)

Złoty zdobył II msc w kategorii, pokonał 112,147m i zajął 18 msc open (debiut i życiówka)

Nysa Biega hurrrrrrrrrrrrrrrrrrrra ! ;-)

Pozdrawiam - złoty

1
2
3
4
5
 Odsłon galerii: 7664 Obrazów: 9

Mapa serwisuNewsletterKontaktFormularz kontaktowyPolityka prywatności

XV 12godzinny ultramaraton - Ruda Śląska

Copyright © 01-01-2009 Nysa Biega